Nicholap… - mruknęła Alice smętnie.
„Nie to był sen” pomyślała Alice. Nie mogła uwierzyć, że spotkał ducha. Chociaż był taki realistyczny. Nie, nie było demona, który ją popchną zamiast przeniknąć, który ją ugryzł w szyję i na dodatek… pocałował. To było takie ohydne, a zarazem przyjemne. Dobrze całował. Tak to musiał być sen. Bo jeszcze żaden facet z jakim chodziła (włączając w to Nicholasa) tak dobrze nie całował. Poczuła jakiś okropny smród, rodem z horrorów – amoniak. Zmarszczyła nos i szybkim ruchem ręki próbowała go odepchnąć. Usłyszała głośne westchnięcie ulgi i zaraz oczywiście wyraz obrzydzenia:
Fuj!To był głos Nicholasa. Co Nick robił u niej w domu? U niej w pokoju?
- Nicholas – wymamrotała. Poczuła czyjąś dłoń na policzku. Dotknęła jej.
- Czemu tu tak jedzie? - spytała nadal nie otwierając oczu.
-Amoniakiem skarbie – odpowiedział
- Wiem czym jedzie – zdenerwowała się, była jakaś drażliwa. - Pytałam: czemu?!
- Byś się do końca rozbudziła – powiedział spokojnie.
- Już się rozbudziłam! Zaraz wstanę! Weź ten amoniak! - zawyła, ale nadal nie otwierała oczu.
- O nie nie wstaniesz! - przykazał.
- Czemu? Przecież o to ci chodziło, nie?
- Nie, chcieliśmy żebyś się tyko obudziła – nadal mówił spokojnym głosem.
- Zaraz, zaraz, „chcieliśmy”??? - domagała się wyjaśnień
- Tak, ja, pan profesor Papkin i pani Miranda – wyjaśnił.
- Co oni robią w moim pokoju?! – zapytała z oburzeniem w głosie.
Usłyszała dźwięk wydawany przez odświeżacz powietrza i poczuła zapach świeżo skoszonej trawy.
- Kochanie – odezwał się słodkim głosem – nie jesteś u siebie w domu tylko w szkole w sali szpitalnej.
- CO?! - wreszcie otworzyła oczy.I wtedy dopiero się skapła, że to nie był sen tyko rzeczywistość.
- T-to zdarz-żyło-o się naprawdę?
- Jeśli mówisz o tym ,że dostałaś drgawek, wrzeszczałaś i poleciałaś do tyłu. Tooo… tak, zdarzyło się – odpowiedział Papkin.
- Czyli ,to… prawda – nie mogła wykrztusić całego zdania razem – to o nim… co ja wtedy… i to… - nie umiała ułożyć całego zdania - … że najgorsze… pocałunek?! - Wszyscy wciągnęli powietrze.
- Alice pamiętasz coś? - Papkin spojrzał na nią tak, że zrozumiała, że nie powinna wspominać o pocałunku. - Jeśli tak to nam powiedz!
- Pamiętam, że… - zawahała się, nie chcąc zdradzić wszystkich szczegółów – pamiętam coś białego, przerażającego, chciałam uciekać ,ale nie mogłam się ruszyć – przerwała. – A tak w ogóle jakie drgawki?
- Amy i Alex opowiadały, że dostałaś drgawek jak się obróciłaś.
- Obróciłam się? A no tak, racja. A wracając do tematu. Zaczęłam wrzeszczeć, bo zobaczyłam, że to coś na mnie leci i… - zastanawiała się czy powiedzieć całość, czy nie. Oczywiście znała wszystkie szczegóły, ale nie chciała ich ujawniać. Jak zawsze cicha i skryta. - I dalej przypominam sobie tylko waszą rozmowę, którą też wzięłam za sen.
- Szkoda, wielka szkoda, - zasmucił się Papkin – Tellus przywróć jej pamięć! - poprosił Nicka.
- Z wielką przyjemnością, panie profesorze – Nick uśmiechnął się znacząco.
- Nie w taki sposób Tellus! - warknął.
- Okej, okej! Tylko żartowałem! - uniósł obie ręce do góry w geście poddania.
- A wiesz co Papkin – przez białe dwuskrzydłowe drzwi wszedł dyrektor Podstal. Jak zwykle w białej koszulce polo, w spodniach od garnituru i czarnych butach – to byłby chyba najlepszy sposób – mrugnął porozumiewawczo do Alice i Nicka, w odpowiedzi uśmiechnęli się.
- Panie dyrektorze! - Miranda była oburzona
- Tylko żartowałem Mirando – podszedł do łóżka chorej – Jak tam ręka boli? - zapytał dziewczynę
- Ręka? - kompletnie nie wiedziała o co chodzi, dopiero gdy chciała odgarnąć włosy z oczu lewą ręką, poczuła straszny ból w ramieniu. - Aaa, ta ręka. Boli.
- No cóż to zrozumiałe, - odezwał się Podstal – opowiadałaś już co się wydarzyło na korytarzu szkolnym, panu profesorowi Papkinowi? - wskazał głową Papkina.
- Tak – odpowiedziała znużona – mogę iść spać?
- Tak teraz cię zostawimy, wszyscy – Miranda dała nacisk na ostatnie słowo.
- Proszę, chcę zostać! - Nick chciał przebłagać panią profesor. Dla większego efektu zrobił minę szczeniaczka. Smutna minka i wielkie oczka. Na wszystkich działała.
- No… dobrze. Możesz zostać ale nie męcz pacjentki.
- Spokojnie, nie będę – zapewnił. Pełna dobroci lekarka pchnęła nauczycieli w stronę wyjścia, a sama udała się do swojego gabinetu. Nick podsuną sobie krzesło.Gdy wszyscy sobie już poszli Nick przestał zgrywać twardziela.
- No, to. Jak się czujesz? - spytał udając że wszystko gra.Tak naprawdę bardzo się przestraszył, że Alice może nie przeżyć. Była taka możliwość. Sądząc z rozmowy Mirandy i Papkina, na prawdę było z nią źle. Nie wiedzieli co ją ugryzło, ani pchnęło.
- Bardzo dobrze – odparła z niezbyt przekonywującą miną.
- Jak naprawdę się czujesz? - domagał się prawdy.
- Serio? Mam ci powiedzieć prawdę? Na prawdę chcesz wiedzieć? O kurczę, zapomniałam ci powiedzieć – chciała umknąć odpowiedzi, by oszczędzić Nicka – Mili urządza jutro imprezę w pokoju numer…
- Nie zbaczaj z tematu – przerwał – i… Tak naprawdę chcę wiedzieć!
- No to masz prawdę. Boli mnie głowa, szyja – zaczęła wyliczać – ręka, ramię, plecy i płuca. - Nick miał przerażoną minę.
- Głowa, szyja – powtarzał – ręka, ramię, plecy i… płuca? - przy tym ostatnim zrobił zdziwiony wyraz twarzy
- Tak, musiałam je sobie obić o żebra – Nick wyglądał na załamanego. - Widziałeś? - zapytała szeptem, zrozumiał o co chodzi.
- Nie – oznajmił półgłosem - ,ale z opisu wyglądało to strasznie. I w ogóle jak przyszedłem wyglądałaś jakbyś już dawno nie żyła – twarz miał bladą, niewiele mu brakowało do kartki papieru.
- Jak długo byłam nieprzytomna?
Odwróciła wzrok przypominając sobie wszystkie kłamstwa, albo raczej zatajenie większości opowieści wszystkim, Papkinowi, Podstal’owi, Mirandzie i… Nickowi. Auć! To bolało ją najbardziej. Że mu nie powiedziała. Ale jednak teraz nie mogła. Ktoś mógł podsłuchać, a tego na pewno by nie chciała. Postanowiła ,że powie mu później.
- Nie oszczędzaj mnie – dopowiedziała.
- Dobrze, ale jeśli nie będziesz chciała dalej słuchać to po prostu powiedz. Ok?
- Ok – nadal patrzyła w przeciwnym kierunku.
- Nie wiem jak długo byłaś nie przytomna, ale odkąd przyszedłem to z pięć minut na korytarzu i z dziesięć zanim cię tu dobudziliśmy amoniakiem – tu oboje wykrzywili nosy - , bo środek pobudzający się skończył.- Położył dłonie na policzkach swojej dziewczyny. Wreszcie odwróciła się do niego. W jej oczach błyszczały łzy. Chciało jej się płakać, widząc jak Nick przeżywa to co jej się przytrafiło.
- Czemu płaczesz? - mocno się zmartwił.
- Szyja daje mi się we znaki – skłamała. Rozbeczała się też dlatego że miała wyrzuty sumienia w związku z nie powiedzeniem wszystkiego. I jeszcze dlatego, że wszystkim sprawia kłopot.
- Wiem że to nie prawda – chciała zaprzeczyć ale on był szybszy – nie mów że się mylę. Znam cie i wiem że wolisz się zwierzyć swoim przyjaciółkom, lub zachować dla siebie.- Poddała się, w takim stanie nie była zdolna go pokonać.
- W tym przypadku to drugie – odpowiedziała.
- Jak ja cie dobrze znam! - nachylił się i pocałował tak jak jeszcze nigdy nikogo nie całował. Odwdzięczyła mu się tym samym. Był to krótkim pocałunek, ale jaki! Choć nie mógł się równać z duchem. Alice skarciła samą siebie w duchu że mogła tak pomyśleć.
- Co mi właściwie dolega?
- Serio chcesz wiedzieć?
- Tak – miała naturalny głos jakby to co Nick zaraz powie dotyczyło pogody.
- No dobrze – nie miał przekonanej miny, ale jednak zaczął mówić. On nie zatajał prawdy. Był szczery aż do bólu. Alice poczuła się jeszcze gorzej – Masz lekki uraz głowy, a raczej miałaś, pani Miranda, już się o nią postarała. Ostrzegała że może cię jeszcze trochę boleć…
- Przejdź do części gdzie coś mi jeszcze dolega! - straciła cierpliwość, lecz zaraz tego pożałowała. - Przepraszam nie powinnam. Ty się tak o mnie martwiłeś, a ja ci się tak odpłacam! Przepraszam!
- Nic się nie stało, wiem, że chcesz spać – uśmiechnął się wyrozumiale.Alice przyciągnęła go za spód koszuli, by się nachylił. Potem chwyciła kołnierz od jego mundurka do siebie i zaczęła całować Nicka. Nie miał nic przeciwko.
W szkole , musieli nosić mundurki. Dziewczęta latem i wiosną musiały ubierać się w białe zapinane bluzki, dżinsowe spódniczki do kolan, i czarne sandały rzymianki. Na jesień i zimę, zmieniały buty na adidasy lub glany, spódniczki na spodnie,a na bluzki zakładały golfy i bluzy. Chłopcy zakładali koszule, czarne spodnie i buty, a w zimniejsze dni dodatkowo szare bluzy i cieplejsze buty i spodnie. Na Atlantydzie, gdzie się uczyli, były pory roku, śnieg, grad, deszcz i burze. Wyspa położona jest na południowy - wschód od Wysp Brytyjskich, u wylotu kanału La Manche. Dla normalnych ludzi jest nie widoczna. Statki spokojnie przez nią przepływają, nie czując oporu, ani lądu. Zaczarował ją tak słynny czarodziej, który odnalazł tą wyspę po zatonięciu. Zatonęła kilka tysięcy ( może milionów ) lat przed narodzeniem Chrystusa w wyniku przejścia Mojżesza przez Morze Czerwone. Podobno nastąpiły od tego przesunięcia płyt tektonicznych i Atlantyda zapadła się. Udowodniono naukowo przez czrowiedzów*. Dopiero w V wieku przed naszą erą, czarodziej, uchodzący później też za bożka Słowian, Świętowita lub Peruna – boga pioruna, grzmotu i błyskawicy ( nieźle się w tym wyspecjalizował ). Miał na imię Percy ( podobne do Peruna ) odkrył Atlantydę i zaczarował ja tak, by (…) nigdy jej nie widzieli i nie odkryli. Założył tam akademię (…) im. (…). Młodzi czarodzieje, w tamtych czasach podlatywali do szkoły na smokach. Teraz pod wodą jest sieć szyn i kolein. Uczniowie wsiadają na stacji nr. 11 do zwykłego pociągu ,który wszyscy widzą i jadą przez kanał La Manche, aż tutaj. Nie każdy o magicznych umiejętnościach zostaje zaproszony i przyjęty. Tylko wybrani, którzy nie uczeni mogą wyrządzić wiele szkód, chodzą tu. Cała reszta to nie groźni magicy, z królikiem w kapeluszu.
Długo się całowali, dopóki Nick nie przerwał. Miał zarumienione policzki, a oczy mu błyszczały. Alice uśmiechała się do niego promiennie.
- Ehm – odchrząknęła – opowiadaj dalej.
- No więc – podjął przerwany temat – pani Miranda rzuciła także jakieś zaklęcie na twoje złamanie i teraz się zrasta. Kość była pogruchotana…
- Nie musisz mnie pocieszać – przerwała z sarkazmem. Jej ukochany tylko się uśmiechnął.
- Dziwiliśmy się że w ogóle możesz ruszać prawą ręka. Co prawda podobno upadłaś na lewę ramię, ale po złamaniu obojczyka ,aż do połowy kręgosłupa od lewej strony to nie powinnaś się ruszać…
- Czyli było ze mną kiepsko?
- Tak. Mogę opowiadać dalej?
- Mhm – mruknęła z zamkniętymi oczami.
- Z rany na szyi wyciekło ci ponad litr krwi. Na szczęście do pielęgniarek przyszła paczka, którą zamówiły Mirce..
- Mirce? - ze zdziwienia otworzyła oczy.
- Nie pamiętasz? Mirka to skrót od Miranda – wyjaśnił.
- A, no tak, opowiadaj dalej.
- Dziękuję. Paczka która, jak już wspomniałem, została zamówiona dla naszej pani doktor, na urodziny, zawierała nowoczesne kapsułki K-R-W. Nic nie mów – powiedział widząc że Alice już otwiera buzie. Posłusznie ją zamknęła. - Już wyjaśniam. Kapsułki K-R-W są wielkości normalnej tabletki. Podaje je się osobą, które utraciły ponad litr krwi. Działają na podstawie dopalaczy. Przyśpieszają wytwarzanie czerwonych krwinek w szpiku. Działają natychmiastowo. Rzucili na twoją szyję zaklęcie tamujące, ale nic nie dało. Owinęli bandażem, założyli plastry, gaziki, ale krew nadal leciała – dziewczyna dotknęła szyi, sprawdzając czy to prawda. Naprawdę jej założyli bandaż. - To coś dobrało ci się do aorty. Jakaś pielęgniarka wymyśliła że będą ci dawać co jakiś czas pigułki K-R-W.
Jakby przywołana, jedna z sióstr podeszła do niej i kazała jej połknąć jakąś czerwoną tabletkę. Smakowała jak jej własna krew, czyli jakby połykała miedź.
- Blee! To jest ohydne! - zawołała i wytarła usta.
- To smakuje jak twoja krew – spokojnie wyjaśniła „mądrala w białym”.
- Wiem, mi moja krew nie smakuje, to dlatego.
- Rozumiem. Chcesz już spać?
- Nie!
- Ok. To nie było pytanie – wyciągnęła wielką strzykawkę.
- Nie proszę! - powiedziała chórem ze swoim chłopakiem – Jeszcze dziesięć minut! - dodał.
- Okej. Macie dziesięć minut, nie więcej! - rozkazała i poszła do kolejnego pacjenta - Edgara, byłego chłopaka Alex i ich kumpla. Alice widziała go tylko przez chwilę bo był za kotarą. Ona zresztą też. Postanowiła że później zapyta go co tu robi.
- Miałeś rację, – wykrzywiła twarz - opowiadaj dalej.
- To praktycznie wszystko. No miałaś jeszcze mnóstwo siniaków ,ale pani lekarz już sobie z nimi poradziła.
No to fajnie – z niezadowoleniem na twarzy dodała – zawołaj pielęgniarkę, ale najpierw – pokazała dłonią że ma się zbliżyć – choć tu do mnie!Nick z chęcią pocałował ją. Musiało to trwać dość długo, bo siostra oddziałowa ich zobaczyła.
- Hej! Wy! Przestać mi się całować. Ty – wskazała palcem Nicka - stąd wychodzisz.- I wtedy nadeszła Miranda.
- Nie Patricio – zawołała – niech on zostanie przy niej. Jeśli tego chce, oczywiście.
- O dziękuję pani profesor! - zrobił zadowoloną minę pełną miłości, by przekonać także Patricie.
- Masz szczęście – mruknęła i zaczęła wypełniać kroplówką dziewczyny środkiem usypiającym.
- Kiedy wychodzę? – zapytała zanim zasnęła.
- Jutro z rana kochaneczku. – Miranda poklepała ją w dłoń.
Alice nie wiedziała czy to sen, czy nie, ale usłyszała śrubnięcie nóg krzesła i usłyszała jak ktoś mówi jej tuż przy uchu:
- Nox, hora unus, aula centum viginti tres – to był głos Nicka.
Często oboje posyłali sobie takie karteczki na lekcjach. Zawierały informacje o miejscu i godzinie spotkania. Pisali po łacinie, bo tylko oni w młodości mieli kurs łaciny. Więc ją znali. Ta wiadomość oznaczała: noc, godzina pierwsza, sala 123. Dziewczyna zapamiętała wiadomość i zasnęła.
*
30 sie 2010. Autor: a3amyabygailksika | Brak komentarza »